sobota, 19 października 2013



9."Coś jak podróbka bandy Hondo".


Kręciła się z boku na bok próbując zasnąć. Nie mogła, w głowie wyświetlała się rozmowa z właścicielką tego pięknego domu. Znudzona wyszła na balkon, wzięła kilka głębokich wdechów po czym wróciła do środka. Noc była nadzwyczaj ciepła. Ale jej to nie ruszało. Nigdy nie lubiła łazić po mieście. Tylko jak była dzieckiem. Kochała spacery, za każdym razem gdy się gdzieś wybierała zabierała ze sobą ulubioną maskotkę. No i oczywiście resztę rodziny. Tata, mama, siostra… Tak bardzo chciała ich zobaczyć. Podziękować za to, co od nich dostała- Miłość, wyrozumiałość, poczucie bezpieczeństwa, radość. Wszystko czego tak naprawdę potrzebowała. Żadnych materialnych rzeczy, które można kupić na pchlim targu. To co dla niej jest najcenniejsze. I za żadne skarby w Galaktyce nigdy by tego nie oddała. NIGDY. Tylko…Trapiło ją to, że już ich nie zobaczy. Jak wtedy miała im by podziękować? A po za tym chciała zobaczyć jak duma ich rozpiera, tym, że jest Jedi.
Dobra koniec rozmyślań. Gdzie może być Anakin?- uśmiechnęła się złowieszczo. Zamknęła oczy i próbowała wysondować go za pomocą Mocy.- Ha, sprytne Mistrzu, bardzo sprytne.- wymamrotała do siebie i po cichu wyszła z domu.

***

Anakin szedł powoli obserwując ciemne uliczki Corvali. Mijała już trzecia godzina, a ślad po terrorystach zaginął. Zapadli się pod ziemię czy jak? Zapytał w duchu Skywalker. Było piękne bezchmurne niebo a księżyc dawał dodatkowe oświetlenie, może nie za bardzo pomagał ale zawsze coś. Na uliczkach była totalna pustka, od czasu do czasu szwendali się jacyś pijacy i bezpańskie zwierzęta. Dwudziesto przez chwilę pożałował, że nie wziął ze sobą Ahsoki. Przynajmniej mógłby z kimś pogadać albo, jak w to w jego stylu, podenerwować Padawankę.
- Jak  ja kocham gonić za poszukiwanymi, nie mając żadnych tropów…-wymamrotał do siebie.
Skręcił w kierunku głównego placu, gdzie znajdowała się ogromna fontanna, a wokół niej rozprzestrzeniały się różnorodne budowle. Zatrzymał się na chwilę i spojrzał przez ramię za siebie. Dostrzegł poruszający się cień. Wziął miecz do ręki ale nie włączył go, czekał. Nagle przed nim wyskoczyło jakieś małe zwierzę. Skywalker odskoczył do tyłu, gdy zauważył...To coś. Uśmiechnął się pod nosem i przez moment obserwował zachowanie małego stworka.
- Boisz się myszoskoczków?- zapytał głos dochodzący zza jego pleców.
Anakin odwrócił się gwałtownie i  włączył miecz. Zaskoczony nie mógł nic powiedzieć, jakby jakaś gula utkwiła mu w gardle.
- Nie no, to są jakieś żarty. Chcesz żebym..- urwał gdy pewna wredna dziewczyna weszła mu w słowo.
- Zanim na mnie naskoczysz Rycerzyku, chcę tyko powiedzieć, że zostawiłeś lokalizator.- odparła Ahsoka podawając mu urządzenie.
Skywalker skrzywił się i pokazał, że wziął lokalizator.
- Dobrze więc teraz ja coś powiem, Smarku. Po pierwsze: niczego nie zapomniałem, po drugie: nie strasz mnie tak, po trzecie: dzieci w twoim wieku dawno powinny spać!- wybuchł.
Ahsoka popatrzała na swojego Mistrza takim wzrokiem, jakby pouczał ją ale sam niczego dobrze nie robi.
- Po pierwsze: jakbyś  znał się na urządzeniach, to wiedziałbyś, że ten lokalizator, który trzymasz jest zepsuty. Po drugie: ja cię nie przestraszyłam, tylko po cichu zakradłam się na twoje tyły. Po trzecie: owszem dzieci powinny już spać, ale ja nie jestem dzieckiem, więc sorry Mistrzunio ale chyba nie masz sokolego wzroku.- odparła ze złowieszczym uśmieszkiem.
Anakina zatkało, po prostu. Stał jak słup soli. Tylko patrzał na Ahsokę wzrokiem, które malowało w jego oczach napis „ nie dożyjesz jutrzejszego dnia”. A czternastolatka nadal spoglądała na swojego Mistrza tym małym, wrednym i złowieszczym uśmieszkiem.
- Rycerzyku zaraz korzenie zapuścisz…- rzuciła z sarkazmem.- Chodź. Ja przynajmniej wiem gdzie iść.
- A skąd to niby wiesz?
- Poszperałam trochę na temat tych zamachowców. Działają na terenie całej Galaktyki, ale z biegiem lat ich grupa stawała się coraz mniejsza. Coś jak Hondo i jego banda, rozumiesz?
Rycerzyk westchnął ciężko, i pokiwał głową. Wyrzucił lokalizator, spadł pod jakiś dom. Spojrzał na sprzęt, który przyniosła Ahsoka i wyznaczył kierunek- północny-zachód.
Pod drogą Anakin wypytywał Togrutankę o rzeczy związane z „podróbką bandy Hondo”, jak ich nazwała młoda Jedi. Wyszli za bramę miasta, gdzie stało dwóch strażników. Zatrzymali się na moment by obrać nowy kierunek. Anakin obejrzał się wokół i powiedział:
- Teraz…północny-wschód.
- Północny-wschód?- podważyła Ahsoka.
- No tak.
- Przecież tam prawie nic nie ma. – odparła.
- Kompletnie nic? Coś musi być, Samrku. A na marginesie, nie było cię tu jedenaście lat, na pewno coś wybudowali.
- Być może…Wiem! Na pewno tam jest kanion!- krzyknęła jak małe dziecko.
- Kanion?
Ahsoka pokiwała twierdząco głową i ciągnęła dalej:
- Tak, jest  dosyć głęboki ale niedługi.
Skywalker pokręcił głową i spojrzał na Ahsokę, która szczerzyła się jak małe dziecko. Westchnął. Spojrzał przez ramię za siebie i wymamrotał.
- Dobra. Ale jak się zgubimy to ty nas z tego wyciągniesz.
Dziewczyna zasalutowała, wyrwała z rąk Anakina lokalizator i już po kilku sekundach wyprzedzała swojego Mistrza o kilka kroków. Jedi niezwłocznie ruszył za nią.
Po piętnastu minutach dotarli na wyznaczone miejsce. Pustynia. Niewielka. Pustynia jak pustynia, niczym się nie różni. No może tylko tym, że było bardzo dużo suchorośli. A już w oddali wyrastał bujny las. Wokół Jedi nie było nic, poza szlakiem handlarzy, roślin i śladów butów, które zostawili.
- No i gdzie masz ten kanion, Smarku?- zapytał. W jego głoście zadrżała nuta zwątpienia.
Ale dziewczyna nie odpowiedziała. Tylko gapiła się w ekran lokalizatora. Obróciła się w stronę lasu.
- W środku tamtej dżungli.-wskazała na „koniec” pustyni.
- Nie no. Serio? W środku dżungli ukrywają się terroryści?- zakpił Skywalker.
- Ty możesz wracać jak ci się nie chce złapać terrorystów, którzy zabijają niewinnych ludzi.-odgryzła się Ashoka. Jej słowa zabrzmiały prawie jak szantaż.
Rycerzyk przewrócił oczami i powiedział:
- No już dobra, Smarku. Niech ci będzie.
Ahsoka była tak skupiona, że nie usłyszała żadnego z pytań Anakina. Dopiero po kilku próbach dotarcia do umysłu młodej Jedi, dziewczyna odpowiadał krótko i zwięźle.
Szerokie liście, bujne drzewa, ostre kolce dzikich krzaków i denerwujące owady, cały czas wkurzały dwudziestolatka. Cały czas marudził i chciał się wynosić jak najdalej od tego bagna. Togrutanka zadała sobie pytania: Czy to jest mój Mistrz? Bo zaczyna przypominać mnie. Jak on ze  mną wytrzymuje?
Nagle las się skończył i przed nimi wyskoczyła dzika przestrzeń. Były tylko pnie drzew. Zaraz, zaraz pnie drzew.?!
- Co oni zrobili?! Jak mogli wykarczować tak wspaniały las!- oburzyła się Tano.
Wspaniały las…-pomyślał Aanakin.- pełen chlernych owadów…wspaniały las…
Gniew Ahsoki szybko się ulotnił. Szturchnęła Anakina, który odpędzał latające muszki.
- Mi…Mistrzu…Zobacz!! Widzisz!? Nie myliłam się! Jest kanion! A jak jest kanion to gdzieś muszą być ci bandyci!!!- wykrzyknęła.
Anakin zrobił kilka kroków na przód. Dostrzegł go kanion a za nim kolejny pas dżungli.
- Miałaś rację, jest kanion. A za tamtą dżunglą pewnie jest baza.
Wymienili spojrzenia i zaczęli biec. Zgrabnie przeskoczyli kanion i znaleźli się w następnym lesie. Wskoczyli w gęstwinę i zauważyli stary, zardzewiały magazyn. Koło niego stał jeden z terrorystów. Dwójka Jedi szybko schowała się za wielki głaz. Anakin obmyślał plan a Ahsoka skontaktowała się z Shaak Ti i z tajną policją.
- Wkraczamy sami czy czekamy na pomoc?-zapytał niepewnie Togrutanka.
Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Anakin uśmiechnął się i włączył miecz i wyskoczy zza skały. Padawanka zrobiła to samo. Bandyta zaskoczony bez wahania podniósł ręce do góry. Ahsoka przypilnowała go a Anakin wszedł do środka. Znalazł tam jeszcze jednego Togrutanina. Nie stawiał oporu…Był pijany w trupa. Za łatwo poszło. Pomyślał Jedi. Wyłączył swoją broń i wyprowadził terroystę na zewnątrz.
- Mistrzu powinien być jeszcze jeden. Gdzie on jest?- zapytała zaskoczona.
- Nie wiem
Wtem Ahsoka przystawiła miecz do szyi więźnia i zapytała:
- Gdzie masz wspólnik?!
Ale Togrutanin milczał. Spojrzał się na Anakina a potem na początek dżungli, z której wyszła grupka bandytów. Było ich siedmiu. Wszyscy doskonale uzbrojeni.  Nie dobrze…-pomyślał Skywalker. Ahoka i Anakin wepchnęli wcześniej schwytanych i zabarykadowali wejście kilkoma beczkami.
Siedmiu Togrutaninów rzuciło się na Jedi. Mieli takie same miecze jak Jedi. Skad oni to wzięli?! Zapytała siebie Tano odpychając jednego z zamachowców. Anakin przejął walkę nad czteroma, żeby Ahsoce było lżej z pozostałymi. Jedi skutecznie się bronili a zaraz po tym przechodzili do ataku. Anakin przeciął lekko ramię jednego z bandytów i wykorzystując nieuwagę, przebił ostrzem miecza nogę drugiego. Oboje upadli na ziemię, wijąc się z bólu. Potem grupa Togrutaninów zaczęła wycowywać się w stronę lasu. Lecz na próżno. Stały tam wojska tajnej policji i Shaak Ti. Rzucili broń, oznajmiając przy tym poddanie się. Policja szybko ich wyprowadziła a Ahsoka wyciągnęła pozostałych z magazynu. Policjanci już się nimi zajmą. Tano podeszła do swojego Mistrza i przykuła uwagę do cieknącej z szyi rany.
- Mistrzu! Ty krwawisz!- wykrzyknęła.
Anakin złapał się za szyję i otarł cieknącą krew.
- To nic takiego, Samarku.- uśmiechnął się do niej.
Ona tylko pokręciła głową i spojrzała w kierunku Mistrzyni Ti, która zbliżała się do nich. A gdy już podeszła dostatecznie blisko Skywalker zapytał:
- Skąd wzięli miecze świetlne?
- To nie są prawdziwe miecze świetlne.- oznajmiła.
- Ale jak je skonstruowali?
- W Galaktyce istnieje cząstka energii. Jest bardzo silna i można z nią zrobić dosłownie wszystko. Niestety jest jej bardzo mało. Dlatego ci bandyci pustoszyli planety w poszukiwaniu tej cząstki.
- Teraz już wszystko jasne- powiedziała z entuzjazmem Tano.
Policja zabezpieczyła teren. Trójka Jedi wróciła do Corvali. Shaak, Ahsoka i Anakin podziękowali przyjaciółce Mistrzyni i ruszyli do statku.
Starsza pani zatrzymała młodą Jedi i wcisnęła jej w ręce medalion na czarnym mieniącym się łańcuszku.
- Ale…co to jest?- zapytała zdziwiona Tano.
- Z czasem się dowiesz, Ahsoko.- powiedziała z miłym uśmiechem.- A teraz zmykaj bo odlecą bez ciebie. Dziewczyna podziękowała za prezent i wskoczyła do statku.
Byli już w atmosferze. Patrzała jak opuszcza swoją planetę. Chciała zostać dłużej. Ale nie na misji, tylko w domu. Wyspać się w miękkim łóżku, bawić się z przyjaciółmi…Ale cóż, tak czy siak wybrałaby Zakon. Chociaż kiedyś spróbuje odnaleźć swoją prawdziwą rodzinę. Zobaczyć gniazdko, w którym się urodziła. Poznać wszystko, co jest bliskie jej sercu.
----------------------------------------------------------
Heejjoo! A więc po pierwsze: sorry, że tak długo nic nie wstawiałam. Nie mam w ogóle czasu.
Po drugie: jak zauważyliście odbiło mi i napisałam dosyć długi rozdział. Chciała tylko szybko zakończyć misję na Shilii.
Po trzecie: dziękuję wszystkim za odwiedzanie mojego bloga.  
A teraz to już koniec uwagi autora! XD
Dedykt dla:
Mroczne Kiwi- za spamy!
Malina- z okazji jej urodzin ( spóźnione ale szczere) 10000 lattt!!!!!!
Mroczny Melonik- za nowy blog.
No to ja już swoje napisałam. Teraz zabieram się do nowego rozdziału. Powiem tylko, że będą nowe postacie! Serdecznie zapraszam! :) 




poniedziałek, 7 października 2013

Co to jest Liebster Award?
Jest to nominacja otrzymana od innego bloggera w ramach za "dobrze wykonaną robotę" Pomaga w rozpowszechnieniu bloga i zwrócenia uwagi czytelników na daną stronę.
Po otrzymaniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która cię nominowała. Następnie nominujesz 11 osób (nie można jednak nominować osoby, która nominowała ciebie) oraz zadajesz im 11 pytań.


1.Kto według cb.jest ładniejszy:Harry Potter czy Anakin Skywalker?

Oczywiście, że Anakin!

2. Frugo czy tymbark? Uzasadnij.

Tymbark, bo bardziej mi smakuje ;pp

3.Czy chciałabyś żeby twój blog sał się sławną książką?

Byłoby świetnie! :))

4.Który rozdział według cb. z twojego bloga jest najlepszą twoją twórczością?

Hmmm..Chyba ósmy.

5.Twoje nierealne marzenie.

Spotkać Ahsokę Tano.

6.Jaki według cb.jest mój blog?

Jest ciekawy, interesujący, zabawny i zaskakujący w pozytywnym znaczeniu.

7.Czy chciałabyś być jedną z postaci ze swojego bloga?Jak tak to którą?

No pewnie. Chciałabym być Ahsoką Tano ;p

8.Ulubiony film(może być kilka)?

Gwiezdne wojny (wszystkie części), Eragon, Piraci z Karaibów (wszyskie części), Wałęsa człowiek z nadzei, Asterix i Obelix (wszystkie części) :D

9.Jaka para z SW np.:Ahsoka i Lux(<3:D)jest według cb najlepsza?(Może być z jakiegoś opowiadania)

Hmmmm....Ahsoka i Lux...:D

10.Ulubiona książka?

Idealny chłopak, Furie i  Zawsze przy mnie stój.

11.Czy cieszysz się,że zotałaś nominowana do tej nagrody?

Jak psychopatka!

czwartek, 3 października 2013

8. Miłe wspomnienia.

Mija już druga godzina przesłuchania terrorysty. Ahsoka cały ten czas czeka przed salą, Anakin nie chciał aby uczestniczyła w przesłuchaniu. Przeglądała nagranie z monitoringu, które na szczęście udało się zabezpieczyć. Grupa wywiadowcza  ustaliła, że  poszukiwani byli już karani, i to wielokrotnie. Nie były to morderstwa, tylko zwykłe kradzieże, czasami pobicia. Wywiad wskazał, że jest ich czterech, jeden już złapany, pozostali gdzieś muszą być w pobliżu. Czemu nie uciekają? Teraz mogli być już daleko od Shili. Dziwne…- pomyślała Togrutanka. Co chwilę spoglądała kątem oka na cele, niestety nic nie zwiastowało szybkiego powrotu Shaak i Anakina. Ahsoka wkurzyła się na swojego Mistrza. Czemu jej nie pozwolił uczestniczyć w przesłuchaniach? Jest jego Padawanem jedenaście miesięcy, ale mimo to nie pozwolił jej.Pfff…. Przecież była szkolona. Najwyraźniej słowa Skywalkera nikt nie złamie.

*** Shaak i Anakin ***
- Pytam ostatni raz. Gdzie są pozostali?!- krzyknął Jedi.
- Po raz ostatni mówię, NIE WIEM!
- A może nie chcesz nam powiedzieć?- zapytała spokojnym tonem Ti.
Więzień milczał. Przykuł wzrok w podłogę, potem w sufit, ścianę i z powrotem w podłogę.
Anakin spojrzał na Mistrzynię i powiedział:
- To nie ma sensu. Nie będzie gadał.
Togrutanka skiwnęła głową i udała się do wyjścia. Młody Jedi jeszcze raz spojrzał na Togrutana krzywym spojrzeniem i odszedł. Przed celą stało dwóch strażników i oczywiście Ahsoka.
- Pilnujcie go.- zwróciła się do Togrutan Mistrzyni. Ci z kolei skiwnęli głową i ustawili się obok drzwi.
Na twarzy Anakina wyraźnie malowało się rozczarowanie. Przystanął na chwilę, westchnął ciężko i spojrzał na Ahsokę, która uważnie śledziła jego minę.
- Nie udało się?
- Niestety.- odrzekł i razem wyszli z korytarza cel. Padawanka nie chciała zadawać żadnych pytań, wiedziała jaka będzie reakcja Anakina.
Po kilku minutach dotarli do posterunku. Rozejrzeli się wokół. Każdy był zajęty, kilku policjantów spisywało jakieś protokoły inni przesłuchiwali bandę nieogarniętych dzieciaków. Cała monotonna praca  policji. Każdy był zabiegany, wykonywana przez nich praca całkowicie oderwała ich od rzeczywistości. Skywalker podszedł do komisarza Verneera i zaczął składać raport. Czternastoletnia Jedi nadal stała i uważnie obserwowała Togrutan. Poczekała na Rycerzyka, któremu najwyraźniej nie chciało się wnikać w przesłuchanie, i wspólnie z Shaak wrócili do domu przyjaciółki Mistrzyni.
Każdy poszedł do swojego pokoju.
Shaak zaczęła medytację. Potrzebowała ciszy i spokoju, by dać się ponieść Mocy i spróbować szczęścia w poszukiwaniu pozostałych terrorystów. Anakin jak zawsze miał ambitniejszy plan. Wyszedł z domu i udał się w kierunku miejsca złapania pierwszego z zamachowców. Nie zabrał ze sobą żadnego ścigacza, a nawet Ahsoki. Nie raczył poinformować Mistrzynię o zamiarach, jak to w stylu Skywalkera. Jego Padawanka nie zwracając na nic najmniejszej uwagi, rzuciła się na łóżko. Zamknęła oczy ale nie miała zamiaru zasypiać. Nie była zmęczona w najmniejszym stopniu.
- Czemu to wszystko musi się tak ciągnąć..?- zapytała siebie.
Po kilku minutach wstała i poszła pozwiedzać pozostałe części domu.
Zewnątrz wyglądał na stary, ale w środku był niesamowity. Wszystko było zrobione idealnie, meble, ściany, schody, nawet witraże na oknach. Gdy schodziła na dół spotkała właścicielkę. Staruszka siedziała przy stole. Padawanka bez zastanowienia poszła dalej. Staruszka obróciła się spokojnie i rzuciła serdeczny uśmiech w kierunku Ahsoki. Dziewczyna odwzajemniła uśmiech i zatrzymała się.
- Potrzebujesz czegoś, słońce?- zapytała uprzejmie starsza pani.
- Nie dziękuję… Tylko trochę nudzi mi się…
- Hmm… To może posiedzisz ze mną?
- Czemu nie…- Ahsoka usiadła na lewo od starszej pani, uśmiechając się przy tym.
- Taka młoda a już Jedi… Ta wojna wykończy nas wszystkich…- stwierdziła patrząc na swoją rodaczkę.
Tano nie wiedziała co ma odpowiedzieć. Jednak nie mając innego wyjścia odparła:
- Yyy…Tak, wojna to paskudna sprawa. Ale niestety jest wiele planet, które oczekują od nas pomocy. Nie jesteśmy wstanie walczyć za każdy konflikt na planetach, Jedi nie są nieśmiertelni, wielu już poległo.
Togrutanka popatrzyła na Ahsokę, a potem przeniosła wzrok na okno, które znajdowało się naprzeciw niej.
- Tak…Masz rację…Ale wojna wojną. Chyba nikt nie lubi tego tematu. Opowiedz mi trochę o sobie.
Jedi zaskoczyła ta prośba. Żadko ktoś prosił ją, żeby powiedziała coś o sobie. Zawsze tylko przedstawiała się i mówiła ile ma lat. Tym razem też tak było. Nie to, żeby chciała coś zataić, ale nie wiedziała co starsza pani od niej oczekuje. Całej biografii? Ahsoka streściła wszystkie ważne wydarzenia w życiu.
- Pamiętasz swoich rodziców?- zapytała w pewnym momencie.
Tano uśmiechnęła się lekko i bez krępowania odpowiedziała:
- Słabo. Chociaż pamiętam jak mnie i moją siostrę zabierali na spacer, jak się z nami bawili…Pamiętam mamę jak gotowała, i jej ciepły uśmiech…Tata pracował i często wychodził, ale i tak pamiętam jak nas huśtał i bawił się w berka. Moja siostra chyba jest starsza o rok…Nie, ona jest chyba moją bliźniaczką..Yyy, sama nie wiem, ale pamiętam jak bawiłyśmy się w ogródku. I pamiętam jej głos, miała wspaniały talent. A kiedy Mistrz Plo mnie zabierał do Świątyni stawiali się, po prostu nie chcieli mnie oddać. Mama nie mogła się uspokoić a tata cały czas ją pocieszał…Siostra tylko się przyglądała obie byłyśmy za małe aby pojąć co się wokół nas dzieje. Mistrz powiedział, że tak powinno być…I powiedział także, że to jest moje przeznaczanie…
- Chyba wielu Jedi nie pamięta nic z dzieciństwa.- stwierdziła na podstawie odpowiedzi młodszej Togrutanki.
- Tak…Chyba tak.-westchnęła Ahsoka i uśmiechnęła się do staruszki.
Jeszcze kilkanaście minut spędziły na miłej pogawędce. Nawet nie zauważyły jak szybko upłynął  czas, zmęczona Tano podziękowała i udała się do swojego pokoju.
Noo, jest rozdzialik. Mam nadzieję że się spodobało 
.Nie wiem, co do ciasnej cholery, mam pisać. Brak weny, J. Podobnie będzie się utrzymywać dość długo XD. Nie martwcie się, Anakin będzie w nn J. Dedykt dla…Wszystkich czytających brak weny…:P.
Ps. Jutro są zawody sportowe a ja źle się czuję więc też to możecie winić!!! Pa!

poniedziałek, 23 września 2013


7. Marny początek.



Było chłodno i ciemno, wybijała już północ. Cała trójka weszła do wielkiego domu, gdzie czekała na nich starsza Togrutanka. Przywitała serdecznie Jedi, po czym skierowała wzrok na Anakina.
- To jest  Anakin Skywalker.- zaczęła Shaak.
- Miło mi pana poznać. Thea, zaprowadź gościa do pokoju. 
Młodsza Togrutanka, w wieku Ahsoki, skiwnęła głową i pokazała kierunek.
Thea szła przodem a po kilkunastu metrach od korytarza weszli na kręte, pozłacane różnymi drogocennymi kamieniami szlachetnymi schody. 
-Tędy proszę- powiedziała miło i wskazała kierunek. Po krótkiej drodze pokazała drzwi pokoju i bez słowa wróciła na dół. Skywalker  przyjżał się Togrutance bardzo uważnie. 
-Wszyscy są tacy do siebie podobni?- mruknął cicho do siebie po czym wszedł do środka.
Rozejrzał się wokół i bez zastanowienia wyszedł na balkon. Powietrze było rzeźkie i przyjemnie chłodne. Anakin od razu  poczuł się lepiej. Obserwował jak kilku pijanych ludzi szarpie się i krzyczy na cały głos, jakieś dziwaczne stworzenia toczy zażartą walkę niewiadomo o co. 
Po obejrzeniu całej okolicy, znudzony poszedł do Ahsoki.
Minął kolejne drzwi i kolejne...Więcej drzwi nie mogło się wstawić?- westchnął ciężko.
Szedł prosto tam gdzie się rozstali. To chyba tutaj.
Zapukał i bez zawołania wszedł do środka.
Tano podniosła wzrok i skierowała go na swojego Mistrza.
- Co jest? Tak ci się nudzi, że musisz ludzi w środku nocy nachodzić?- rzuciła z sarkazmem. Anakin zaśmiał się i wszedł dalej.
- A tak na serio?- zapytał dziewczyna- coś się stało?
- Ta Thea, to ją widziałaś pod barem?
- Taa… według mnie jest jakaś dziwna…- mruknęła odkładając datpada.
- Znasz ją?- zapytał siadając na kanapę.
- Nie.- Ahsoka usiadła naprzeciw  Anakina i opowiedziała trochę o właścicielce domu.
- A może wiesz…- Skywalker chciał zapytać o coś jeszcze, ale jego Padawanka uprzedziła  go z odpowiedzią.
- Mistrzu, jak chcesz się czegoś dowiedzieć to zapytaj Mistrzynię. Ja nie jestem chodzącą encyklopedią. – powiedziała trochę zdenerwowana,- Nie dziwi cię to, że akurat w stolicy, Łowcy działają? Przecież tu się roi od ochrony.
- Ecchh… Smarku, uspokój się. Może to tylko przypadek?
- Taa, żebyś miał rację Rycerzyku.
Dwójka pogadała jeszcze przez kilkanaście minut, po czym Anakin wyszedł.
Zmęczona Tano rzuciła się na łóżko i już po chwili zasnęła…
Obudziło ją pukanie  do drzwi, wstała i otworzyła. W progu stał Rycerzyk. Była trochę zła, dochodziła dopiero siódma a ona chciała jeszcze spać. Gdyby nie to, że była naprawdę zmęczona, nawrzeszczała by na swojego Mistrza. 
- Yyy… Dobra co jest?
- Chodź szybko, Łowcy zaatakowali stację.
Zaskoczona Togrutanka wzięła szybko miecz i szatę, po czym dogoniła  Anakina, który był już na schodach.
Na parterze czekała już Shaak. Na zewnątrz czekała grupka policji z komisarzem Verneem na czele. Wymienili kilka zdań i wsiedli na ścigacze. Po kilku minutach dotarli na miejsce.
Stacja wyglądała jak po wojnie. W oddali widać było kilka zakrytych ciał, a w powietrzu unosiły się jeszcze kłęby dymu. Wokół całej stacji rozmieszczono ludzi i zabezpieczono teren. Służby medyczne opatrywały rannych, próbowały ratować życie. Pociąg był totalnie zniszczony, zadawał się tylko na złom. Ahsoka i Anakin stali jak dwa słupy ale Shaak Ti szybko otrzeźwiła ich umysły.
Anakin i Shaak podeszli do miejsca podłożenia bomby a młoda Jedi pomagała zabezpieczyć do końca teren.
- To musiała być potężna siła ładunku.-  powiedziała Mistrzyni. Przyglądała się dziurze i pozostałemu prochowi.- Ciekawe co przez to chcieli powiedzieć.
- Może po prostu chodzi o politykę?- stwierdził Skywalker,
- Być może ale niepokoi mnie to. Jeżeli ich szybko nie złapiemy, skutki zniszczeń mogą być o wiele większe.
Rozmowę przerwał komisarz, który pokazał nagranie z monitoringu.
- Prawdopodobnie jest ich pięciu, może sześciu.- zaczął Verneem.- Są dobrze uzbrojeni.
Anakin przewrócił oczami, chciał już coś powiedzieć ale przerwał mu w tym komunikator.
/- Mistrzu, widzę jakiegoś podejrzanego typa. Mam go obserwować czy…
/- Na razie obserwuj, gdyby robił coś podejrzanego to wtedy wkraczaj. Ale musisz być ostrożna, gdy się zorientuje być może nie uda się go zchwytać.
/- Zrozumiałam
- Miejmy nadzieję, że to jeden z nich.- powiedział szef policji.
Do Jedi podeszli saperzy i zaczęli badać, jakim ładunkiem posłużyli się Łowcy. Nie chcąc przeszkadzać w wykonywaniu pracy, Skywalker i Ti poszli dalej.

*** Zostawiamy tych Jedi i idziemy szukać Ahsoki, oo tam jest!***

Tano obserwowała podejrzanego ale zarazem patrolowała okolice. Togrutan, okołu trzydziestki, wreszcie raczył ruszyć się z miejsca. Ahsoka uśmiechnęła się i ruszyła za nim. Mieszkaniec Shili wyszedł poza stację i ruszył przed siebie. Padawanka po kilkunastu sekundach ruszyła za nim. Śledziła go od dziesięciu minut. Wcale się niezdziwiła , kiedy Togrutan wyszedł po za teren miasta. Już była pewna, że to jeden z podejrzanych. Zatrzymała się na chwilę by powiadomić Anakina. Nie spuszczając trzydziestolatka z oczy, podała Rycerzykowi  miejsce aby mogli szybko zabrać ją i terrorystę.
- Zatrzymaj się!- krzyknęła dziewczyna.
Togrutan odwrócił się spokojnie i ze świętym spokojem zapytał:
- Coś się stało?
Ahsoka zmarszczyła czoło i z ostrożnością podeszła do mężczyzny. Włączyła miecz i przystawiłą do gardła.
- Jedi?! Czego ode mnie chcesz?!
- To ty podłożyłeś bombę na stacji! Przyznaj się ,Republika będzie dla ciebie łaskawsza! Togrutan wytrącił miecz z ręki i wskoczył na dach. Ale Ahsoka nie zmartwiła się zbytnio. Użyła Mocy, mężczyzna spadł na ziemię i zwijał się z bólu. Tano przewróciła oczami, wezwała Anakina i Shaak a gdy już przyjechali zabrali terrorystę i zawieźli na posterunek policji.
Okk, więc… Thea to starsza siostra Ahsoki, która będzie ciągle wypominała Ahsoce, że była niechcianym i niekochanym dzieckiem. Nie no! Taki żarcik ;pp. Powiem krótko, Thea to nie jest żadana bliska rodzina Ahsoki. Dla wyjaśnienia sprawy, właścicielka tego domu to przyjaciółka Shaak Ti. 
Jedziemy dalej. Hmmm… Nie jestem zadowolona z tego rozdziału ;(. Nie wiedziałam co pisać, po prostu- brak weny. Ale obiecuję wam, że następny rozdział będzie lepszy ;))
Dedykt dla wszystkich czytających! ;PP
NMBZW!

sobota, 14 września 2013


6.Spotkanie.

-Witaj Anakinie.- powiedziała hologramowa Padme widząc swojego męża.
-Hej.- Uśmiechnął się.-Nudno tu bez ciebie...A właśnie,kiedy wracasz?
-Za dwa tygodnie.-odwzajemniła uśmiech Amidala.-A skoro tak ci się nudzi, to poczytaj.-zaśmiała się. Padme dobrze wiedziała,że Anakin wręcz nienawidzi czytać.
-Wbrew pozorom już to robiłem...Od kilku dni nic mi nie przydzielili. Połowa Jedi gdzieś poleciała tylko ja muszę siedzieć w Świątyni...
-A gdzie masz Ahsokę?
Młody Jedi westchnął i odpowiedział jakby mało to odchodziło.
-Jej też udało się załapać na misję. Poleciała na Shili zchwytać jakąś grupę przestępczą. Niby nic wielkiego ale...wiesz różnie bywa....-Anakin usiadł na brzegu łóżka i zaczął opowidać,że to jest zły pomysł,że powinna wrócić...
-Ani...-zaczęła Padme.-Jestem pewna,że da sobie radę. No wkońcu uczy się od najlepszych.-na twarzy młodzieńca pojawił się uśmiech.
Padme to chyba jedyna osoba,z która potrafi spokojnie rozmawiać.A gdy rozmawia z Obi-Wanem lub z Radą no to....potrafi być wybuchowy.
-Anakinie,niestety muszę już kończyć, za chwilę mam spotkanie.
-Nawet ty mnie opuszczasz?-Skywalker zrobił słodką mine ale Padme zdążyła już być na nie odporna.Uśmiechnęła się na pożegnanie i rozłaczyła.
Znudzony kompletnie wszystkim Jedi,poszedł wziąć długi prysznic,a kiedy wrócił rzucił się na łóżko i zasnął.
Obudził się przez sygnał z komunikatora.Zaspany ledwo poniósł się do pozycji siedzącej.
-Skywalker,słucham....-powiedział zaspanym głosem.
-Anakinie przyjdź do sali Rady za dziesięć minut.-oznajmił Obi-Wan.
-Dobra...dzięki-rozłączył się i znów położył się na wygodnym łóżku.Patrząc na sufit zastanawiał się czy Rada go wyśle czy dalej będzie musiał się denerwować.Gdy została minuta do spotkania nadal zaspany wywlókł się i ruszył w kierunku sali.
Kiedy wszedł do środka byli wszyscy... no prawie. Kilku Mistrzów było na misji więc nie mogli się połączyc z Couruscant.
-Kontaktu wznowić się nie udało - zaczął Yoda.
"Czemu mnie to nie dziwi..."Szepnął w duchu 
-i co teraz?
-Rada wyznaczyła Ciebie,polecisz na Shili.-dokończył jak to w stylu Mace'a Windu.
-Dobrze,kiedy mam wyruszyć?
-Najlepiej odrazu
Anakin  podziękował i  wyszedł. A na lądowisku czekał już statek i Artoo. Zadowolony 
Jedi usiadł na miejscu pilota i polecił R2 ustawić kurs na Shili.
Astrodroid przekręcił kilka razy głową co oznaczało,że wykonał polecenie.
-Dzięki stary.No to ruszamy.
Gdy znależli się już poza atosferą Anakin włączył skok w nadpsestrzeń.
Lot trwał niecałe  dwie godziny,Artoo wylądował na platformie i ustawił statek tak by w każdej chwili mogli uciec.
-Zostaniesz tutaj i w razie czego wiesz co robić.
Droid przekręcił głową i zagwizdał potwierdzjąco.
Młodzieniec wyszedł na zewnątrz i założył szatę.Obejrzał sie za siebie i przeniósł wzrok na lokalizator i ruszył.
Krążył po mieście już dobrą godzinę,nie zmieniając kierunku szedł dalej. Jak mam je znaleść? Zapytał siebie w duchu nie szukając odpowidzi na własne pytanie skupił się na sygnale lokalizatora.
Kropka wreszie zaczęła pojawiać się coraz szybciej co ucieszyło Jedi, Anakin przyśpieszył aż znalazł się na jednej z bocznych uliczek.Punkt był znacznie bliżej,lecz jakby wolniejszy? W pewnym momencie zauważył,że ktoś za nim idzie. To nie może być przechodzień. Idzie cały czas za nim, wieczorem,kiedy na ulicy już wogóle nikogo nie było.
Dzięki mapie w lokalizatorze, zboczył z trasy i wszedł w ślepy zaułek i czekał aż osaoba,która jest bardzo ciekawa jego osoby,także tam wejdzie. Nie pomylił się,szpieg wpadł w sidła. Anakin włączył miecz,złapał osobę za obie ręce i przygniótł do ściany. Tajemnicz osoba zawyła z bólu a Skywalker zdjął kaptur z siebiea potem ze szpiega. Zamurowało go....
-To ty....Ahsoka?!
-Nie mistrz Yoda! Pewnie,że ja! Tylko mógłbyś mnie odkleić od ściany!-krzyknęła zbulwersowana Togrutanka.
-Yyy...jasne.-powiedział puszczając Padawankę wolno.-Sory.
-Następnym razem przemyśł dwa razy zanim zrobisz coś takiego.
-Skąd mogłem wiedzieć,że to akurat ty?!
-Chyba widziałeś,że ta "osoba,która za tobą szła" jest dwa razy mniejsza! A po za tym chyba jesteś Jedi i powinnieneś mnie wyczuć.
-A ty to co?-Zapytał z rozbawieniem.
-Eechh....jak ja nienawidzę,kiedy się przemądrzasz.... Dobra koniec tematu.
-Ale jaaaaa...
-A ja na to: koniec tematu Rycerzyku.
Anakin przewrócił oczami ale już nic nie mowił,ponieważ wiedział,że Ahsoka nie ustąpi. Ale gdyby chciał pewnie nie odpusciłby.
Wypytywał o postępy w wykonywaniu misji ale niestety nic jeszcze niewskórali. 
Ciemne uliczki wydawały się przerażające. Gdzieniegdzie widać było ślady bójki,włamania a nawet morderstwa.
-Kiedy widziałaś ostatnio Mistrzynię Ti?-zapytał Anakin przerywając ciszę.
-Yyy...Sama nie wiem,kilka godzin temu.Nie mogłyśmy znaleść tej grupy więc postanowiłyśmy,że się rozdzielimy.
-Ahaa...A może pamiętasz w którym miejscu? Wkońcu to twoja planeta.
-Tak,ale szczerze mówiąc niewiele pamiątam.Dużo tu się zmieniło a poza tym mieszkałam tu tylko cztery lata.Pamiętam też,że rodzice rzadko mnie wypuszczali na zewnątrz nawet z moją starszą siostrą.
-Że co?! Ty masz siostrę?-Zapytał zdziwiony Anakin.
-Tak.Ale rodzice nigdy mi o niej nie mówili,tylko to,że "ona żyje w innym świecie".
-To może umarła?
-Gdyby umarła to nie pamiętałabym jej twarzy,gdy mistrz Plo mnie zabierał doŚwiątyni.
-No tak,racja.- Skywalker wrócił wzrokiem do lokalizatora,któremu nie śpieszyło się do odnalezienia Shaak.
Nawet nie zauważał, kiedy Ahsoka co jakiś czas oddalała się by popatrzeć na rzeczy,które tak bnardzo ją interesowały.
Po kilkunastu minutach znaleźli się na głownym placu Corval'a.
Anakin zatrzymał się osłupiały a jego Padawanka nieomał przewróciła się o własne nogi.
-Mistrzyni?...
-To ciebie przysłali,Skywalker.
-Yyy...tak.
-Pewnie chcesz zapytać o wyniki w śledztwie...
-Ahsoka przedstawiła mi częściowy raport...więc...
-W takim razie choćmy.-Mistrzyni wzięła lokalizator od Skywalkera i wskazała kierunek.

piątek, 16 sierpnia 2013

UWAGA, PSKONCZYŁA MI SIE UMOWA NA INTERNET I NW KIEDY BD MIAŁA NOWY A NET Z TEL NIE WYSTARCZA WIEC MUSZE CZEKAC.

czwartek, 25 lipca 2013

5.Nieoczekiwana misja.

-Tak po prostu pozwoliliście jej na misje?!-zapytał wściekły Skywalker.
Anakin był zdnemerwowany,chodził po pokoju bawił się dłońmi.W myślach powtarzał w kółko: "gdybym był w Świątyni"...
-Anakinie...spokojnie znasz Ahsokę,potrafi wykonaywać rozkazy.-doparł hologramowy Obi-Wan.
-Oczywiście,że potrafi.Ale jak?!Przecież jesteś w Radzie,mogłeś się temu sprzeciwić. 
-To nie jest takie proste.Rada uznała,że Ahsoka będzie doskonałym szpiegiem,przecież jest na jej rodzinnej planecie.Nie będzie rzucać się w oczy,złapanie tej grupy przestępczej jest teraz bardzo ważne.
Słowa byłego Mistrza wywołały u Anakina furię.Wszystkie emocje buzowały w młodym Jedi jakby miały zaraz wybuchnąć.
-A pomyślałeś o tym,że oni mogą się zorientować?-zapytał lekko się uspokajając.
-Jedi utrzymują z nią kontakt a poza tym jest tam także Shaak Ti.
Skywalker usiadł na łóżku i schylił głowę,Obi Wan westchnął ciężko i powiedział:
-Ochłoń trochę.Jak będę wiedział coś więcej to obiecuję,że pierwszy się o tym dowiesz.Nie czekając na odpowiedź rozłączył się.
Anakin nadal był zdenerwowany.Nie wiedział co ma robić.Padme wyjechała w delegacje i sama nie wiem kiedy wróci,Obi Wan i Kidt Fisto eskortują Satine,a Ahsoka jest na Shili.Korytarze Świątyni świeciły pustkami prawie po,łowa z Jedi kolejny raz rozwiązuje konflikty.
Nadal siedział na łóżku wpinając wzrok w podłogę.Po  trzech minutach postanowił,że pomedytuje.Usiadł po turecku  i powoli zamknął oczywydychając powietrze.Po dłuższej chwili ukazał mu się zamazany obraz.Nie wiedział co tam jest,tylko jakieś kolorowe plamy i...szept...dziwny szept.Ale jak na złość nic z tego nie rozumiał.Gdy skupił się bardziej ujrzał postać leżącą na ziemii.Nie wiedział kto to jest bo była zasłonięta w ciemny, turkusowy płaszcz.Nawet nie wiedział czy to on czy ona.Nagle wybuchł granat.No przynajmniej tak mu się zdawało.Zaraz po nim rozległy się krzyki w stylu: " na prawo!","rozwalmy te blaszaki!!!".A potem zagłuszone wołanie o pomoc.Gwałtownie otworzył oczy i wrócił do rzeczywistości.Co to było?Zapytał siebie w myślach.Po krótkim namyśle doszedł do wniosku,że to tylko lekka trauma po kilku dni spędzonych na froncie bez odrobiny snu.Dręczyło go tylko to,że nie widział żadnej osoby w turkusowej szacie...i to na froncie. To tylko zmęczenie.Wstał i poszedł do łazienki.Przemył twarz zimną wodą i popatrzał w lustro zastanawiając się co będzie jutro robić.Najchętniej poleciał by na Shili,pomoć Shaak Ti i Ahsoce a przy tym uspokoił by się widząc Ahsokę całą.Czując coraz większe zmęczenie położył się i wgnieniu oka pogrążył się w głeboki sen.
Znów to samo....walka.Krzyki o pomoc ładowanie broni,wydawanie rozkazów...I ta tajemnicza osoba.Ona...uciekała? Takk i to szybko,nie była wysoka, z łatwością przebiegała nad różnymi beczkami,zwierzętami a nawet ludźmi.Była bardzo dobrze wytrenowana.Co chwilę oglądała się za siebie.uciekała przed kimś.
Obudził sie wstawając do pozycji siedzącej.Spojrzał na zegar.
-Już taka godzina?!-mruknął do siebie.
Ledwo zasnął a chwilę później musiał wstać.Sen trwał około dziesięciu godzin a wydawało się,że tylko dziesięć minut.
Odświerzył się i wrócił do sypialni.Niecierpliwie oczekiwał jakich kolwiek informacji.Żeby czas minął szybciej oglądał przelatujące pojazdy Couruscant,czytał.pisał...Aż  po godzinie oczekiwania w drzwiach stanął Kenobi.
-Wreszcie.-rzucił Skywalker.
-Aż tak się nudziłeś?-Obi Wan spojrzał na swojego byłego padawana i się lekko śmiechnął.Anakin był blady  a na prawym policzku miał odcisk poduszki.
-Co tak cię rozbawiło?
-Ty....-zaczął.-wyglądasz jak zombie.
-Ha ha ha....bardzo zabawne.-powiedział z sarkazmem.-Dobra,dobra masz jakieś wiadomości?
-Tak,mam niestety dwie i to złe.-w tej chwili uśmiech z twoarzy Jedi zniknął.-sześcioosobowa grupa Łowców podzieliła się na dwie grupy a na domiar złego urwał nam się kontakt.
-No pięknie...-mruknął pod nosem Skywalker.-i co teraz zamierzacie?
-Jeżeli technicy nie naprawią kontaktu będziemy zmuszeni wysłać kogoś z nas.-Anakin pokręcił głową i odprowadził Kenobiego do drzwi.
-Aha..jeszcze jedno.Nie zrób nic głupiego.-powidział Mistrz Jedi.
-Mistrzu...przecież nie mam dziesięciu lat.
-Wiem ale za dobrze cię znam Anakinie.
Po tych słowach zniknął za drzwiami. Anakin także wyszedł ale dopiero jak napił się wody.Poszedł do biblioteki poczytać trochę o Łowcach,których ściga Ahsoka i Shaak.Nie był molem książkowym ale bez Padme czy Ahsoki strasznie się nudził.Na ekranie ukazały się informacje ułożone w tabelkę.Wszystko dokładnie przeanalizował,zajęło mu to około dwudziestu minut
-No to kolorowo nie jest...-mruknął.
Togrutanie,których poszukuje prawie cała Republika,są po prostu ukryci na Shili,planecie,która jest jedną z najstarszych członków Republiki.
Gdy przeczytał to  co interesowało poszedł do Yody.Przed pokojem, gdzie przeważnie przebywał Mistrz,miał pewne wahania Ale zapukał,po usłyszeni zawółania do środka wszedł.
-Skywalker,usiądź proszę.-powiedział i kiedy Anakin usiadł na jednej z puf otworzył oczy.-wię o co chodzi?
-Mam takie małe wąpliwości....-zaczął.
-Wątpliwości...-podważył Yoda.
-Tak.Chodzi o misję na którą poleciała Ahsoka.Nie wiem czy to dobry pomysł.Moim zdniem jest za młoda na to żeby ścigać tak niebezpieczną grupę przestępczą.Powinna wrócić do Świątyni,a inny Jedi mógłby ją zastąpić.-wyrzycił z siebie młody Jedi.
-Więcej ufać powinieneś swojemu uczniowi.Młoda jest prawda to.Ale sprytna jest poradzi sobie,wiem to.
-Tak Mistrzu Yoda..Ale syrwał się kontakt i gdyby nie został naprawiony to...-przerwał gdyż Yoda dokończył za niego.
-To czy ty możesz polecieć,hmm?
-Tak,dokładnie.
-Ta decyzja nie tylko do mnie należy.Rada zadecydować musi.Jutro poinformujemy cię o zamiarach naszych.
Skywalker podziękował i wyszedł.Było popołudnie nadal nie wiedział co ma zrobić więc bez większego zastanowienia wrócił do pokoju.